Wspominałam, że dostałam się na biotechnologię na UW? Tak? Nie? W każdym razie już nie jestem studentką. Rzuciłam studia. Aż się dziwnie z tym czuję, bo moje ambicje i jakaś tam chęć do nauki nigdy nie zapowiadała takiego obrotu spraw.
Niestety mam taki charakter, że jeśli nie mam do czegoś motywacji, nie widzę w tym czymś sensu oraz nie sprawia mi to przyjemności, przestaję się starać i nie walczę o to. Bynajmniej w przypadku studiów/pracy ta reguła się sprawdza.
Nawet nie chciało mi się zaliczyć jednego głupiego roku.
Za to od połowy marca, kiedy to ostatni raz byłam na uczelni, poświęciłam się całkowicie nauce do matury. Uczyłam się w sumie cały rok. Dosyć sumiennie i intensywnie, chociaż nie przemęczając się xP
Dodam, że na 3 miesiące przed maturą zaczęłam ogarniać materiał z fizyki rozszerzonej, z której wcześniej byłam kompletną nogą ._. Głupia, oj głupia byłam, że się na to porwałam. Ale próbowałam. Koniec końców nie było aż tak źle z wynikiem, ale za mało by na Warszawę starczyło.
Tak naprawdę, cała tegoroczna matura jest/była do pragęby.
Poprawiłam, owszem. Poprawiłam nawet nieźle, ale albo chrzaniony rocznik '90 (gomen, nie bierzcie tego do siebie) pełen jest mózgów, albo tegoroczna matura to śmiech na sali, zarówno pod względem poziomu jak i kochanych egzaminatorów z pie$*!onego CKE.
Taa, wszystko wskazuje na to, iż już po raz trzeci mogę zaspiewać 'Hej, za rok matura!'...
Progi na medycynę (taak, Natalia wymyśliła sobie dostać się i skończyć ten jakże wspaniały kierunek, by później pracować za psie pieniądze w jakimś rozwalającym się polskim szpitalu, ale cóż to dla mnie, człowieka z 'misją'... _-_) w tym roku są kosmiczne. MEGA KOSMICZNE! Moje punkty starczyłyby spokojnie na połowę uczelni w tym zakichanym kraju w latach poprzednich, ale w tym roku chyba się po ran n-ty przejadę na swoim 'szczęściu'.
Najlepsze, że za późno opłaciłam kierunek awaryjny zwany dalej dupochronem. Pieniążki doszły dzień po zakończeniu rekrutacji (notabene, która kończyła się w niedzielę, kiedy to banki nie pracuja) i obecnie mrożą się ślicznie na koncie WUMu. Dupochronu brak.
Jeśli mnie nie zechcą w Lublinie czy Białymstoku, to zostaję bez studiów na rok.
I nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt, że ucząc się dostaję rentę. Rentę na tyle dużą, że w życiu z moim marnym doświadczeniem nie znajdę pracy, która mi ową rentę zastapi.
Jest jeszcze nadzieja. Próbuję wierzyć, że jednak progi spadną, wizualizuję sobie, że jestem studentką leku jak to mi ktoś mądry nakazał, ale... ech.
Idę pod metro.
A zapach Contractubexu do końca życia będzie mi się kojarzyć z jednym wydarzeniem, z jednym wspomnieniem, chociaż rozbitym na kilka części.
YADA! YADA! YADA! YADAAAA! Niech by to szlag trafił te uczelnie!
...
Dziękuję.
Możliwe, że moje wypociny znikną w przeciągu kilku godzin/dni.
Musiałam.
Życie jest do dupy. Po raz kolejny >_<











--
Wind is my brother...Music is my soul...
Previous Page12345...Next Page